Obelgi, poszturchiwanie, zastraszanie czy nagrywanie telefonem to najczęstsze przejawy frustracji pacjentów i członków ich rodzin. Takie zachowania są coraz częstsze.
Bezpiecznie nie czują się także sami lekarze i pielęgniarki. Coraz częściej dochodzi do przemocy fizycznej. Brakuje co prawda dokładnych statystyk ale są konkretne przykłady? Szpital Specjalistyczny w Pile gdzie przez agresywnego pacjenta.
- Jeden z ratowników miał złamaną szczękę, a pielęgniarka wstrząśnienie mózgu - opowiada lek. Dariusz Ścierwicki, specjalista medycyny ratunkowej w pilskim szpitalu.
I tak pracownica szpitala sama trafiła na oddział z poważnymi obrażeniami głowy. To nie jedyne tego typu przypadki. Zdarzają się też pacjenci pod wpływem alkoholu czy silnych środków odurzających, którzy nie kontrolują swoich zachowań.
- Nie mamy innego wyjścia tylko sami musimy sobie radzić z tymi ludźmi w miarę dostępnych środków. Tyle, że jak jest zmiana samych kobiet to z silnym facetem to wielkich szans te kobiety nie mają, a oczekiwanie na policję trwa trochę czasu - mówi lek. Dariusz Ścierwicki.
Policjanci w szpitalach także muszą pojawiać się niemal codziennie. Najbardziej narażeni na ataki są ratownicy medyczni i pracownicy Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. W Czarnkowie pacjentka dosłownie skopała lekarkę pogotowia w karetce. W takich sytuacjach udzielający pomocy personel czuje się często bezradny.
Próbując uspokajać najbardziej awanturujących się pacjentów.
- Żeby nie podsycał agresji, żeby nie rozdrażniał tych pacjentów. Staram się, żeby pielęgniarki sprawnie kierowały tą nieszczęsną kolejką w Izbie Przyjęć, żeby tłumaczyły pacjentom, że lekarz musi wyjechać z zawałem i nie będzie go około godziny, że będzie przerwa w przyjęciach - zapewnia Ewa Fleischer, naczelna pielęgniarka Szpitala Powiatowego w Chodzieży.
Tym bardziej, że personel medyczny pełni rolę funkcjonariusza publicznego i podlega ochronie prawnej. Dlatego na biurko Ministra Zdrowia trafił wniosek Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych. Związkowcy apelują w nim o wydanie przez Łukasza Szumowskiego zarządzenia, które nakładałoby wywieszanie takiej właśnie informacji we wszystkich podmiotach medycznych.
- Żeby m.in. podjąć działania promujące sam fakt, że funkcjonariusz publiczny w ramach swoich uprawnień, jest chroniony w sposób szczególny. Co oznacza, że w przypadku agresji różnego typu, te kary są niewspółmiernie większe niż w przypadku zwykłego śmiertelnika - tłumaczy Marcin Michlewicz, przewodniczący Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Pile.
Jednak czy to przyniesie zamierzony efekt? Za uderzenie czy szarpanie pielęgniarki lub lekarza można trafić za kratki nawet na 3 lata.